W malinowym chruśniaku - Bolesław Leśmian
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.


Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.


Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.


I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.


I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
A chrusniak malinowy trwał wciąż dookoła.




  Dowiedz się więcej
1  W malinowym chruśniaku - interpretacja
2  Urszula Kochanowska - interpretacja
3  Dusiołek - analiza



Komentarze
artykuł / utwór: W malinowym chruśniaku - Bolesław Leśmian


  • Obraz, jaki poeta przywołuje, nasyca dużą ilością środków stylistycznych: * epitety: o chruśniak malinowy o liść chory * wyszukane metafory o Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty * aliteracje: o wargami wygarniał * neologizmy: o złachmaniałych o nacichał o dziwoty
    Sylwia (aa {at} wp.pl)

  • Opowiadanie na podstawie wiersza Bolesława Leśmiana W malinowym chruśniaku. W gęstwinie malin, w pełnym blasku słońca, skryło się dwoje ludzi lgnących ku sobie. Pod osłoną listowia, przed cudzym spojrzeniem trwali tak długi czas pragnąc bliskości. Była to dla nich chwila zbliżenia wzajemnych uczuć, oswojenia ciał, poszukiwania gestów śmiałości. Kobieta, niepewna zaangażowania mężczyzny, wzbraniała się przed okazaniem pierwszego gestu, gestu, po którym mogłyby nastąpić te kolejne, pozbawione już niepewności. Zrywane chaotycznie przez nią owoce zdradzały wahanie, płochliwość wstrzymywała ją przed pierwszym krokiem ofiarowania się. On natomiast ostrożny, czekał oddając się rozkoszy zmysłów przenikających jego ciało. Ufność ich obojga narastała stopniowo, wzajemna przychylność dojrzewała. Dwoje tych ciał oplatała natura, przyciągając ich ku sobie najdrobniejszymi jej szczegółami. Bezpieczni, tylko dla siebie, przepełnieni namiętnością czuli nadchodzący moment w którym kolejne szepty, spojrzenia, dotknięcia, poprowadziły ich do eksplozji pożądania. Z każdą chwilą z obojga ulatywała trwożliwość, rozpierzchała się obawa. Woń malin upajała ich zmysły. Ona kładąc owoce na swej dłoń przynęcała do poczęstunku swego ciała, On zbierając słodycz z tych rąk wyczuwał zmysłowy jej zapach. Oddając się tej uczcie poznali przedsmak miłości, tej pierwszej ekstazy pozbawionej dotyku ziemi, wzlatującej aż pod niebo. Przyjemność pieszczoty owładnęła obojgiem kochanków, tylko ziemia w około nich była nieruchoma, pozostając tylko środkiem odniesienia.
    Nena (boccone {at} wp.pl)



Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


Imię:
E-mail:
Tytuł:
Komentarz:
 





Tagi: