PRZYGODA PIĄTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Nie gniewaj się na mnie - odpowiedział Diabeł Morski. - Postanowiłem nigdy nie kusić cię do podróży, lecz do innych zgoła czynów.

- Do jakich? - spytałem marszcząc brwi.

- Do błahych - odrzekł Diabeł spokojnie. - Mianowicie pragnę cię zniewolić do tego, abyś po pierwsze: zabił we śnie Urgelę, po wtóre: zamordował na jawie wuja Tarabuka, i po trzecie: śmiał się z tych dwóch czynów i we śnie, i na jawie.

Słowa te oburzyły mię tak, żem w pierwszej chwili osłupiał z nadmiaru oburzenia. Potem wpadłem w taką wściekłość, jakiej z pewnością nikt pod słońcem nie doznał.

- Zabiję cię, potworze przeklęty! - wrzasnąłem wyciągając i tężąc pięście. - Zabiję cię, zanim zdążysz raz jeszcze powtórzyć te słowa zbrodnicze!

Z zaciśniętymi pięściami rzuciłem się na Diabła. Lecz ten ostatni, udając przerażenie, zaczął co tchu przede mną uciekać.

Wściekłość moja wzrastała coraz bardziej, gdyż potwór uciekając odwracał ku mnie swój łeb i powtarzał wciąż te wyrazy:

- Musisz zabić we śnie Urgelę, zamordować na jawie wuja Tarabuka i śmiać się z tych dwóch czynów i we śnie, i na jawie!

Ścigałem go niestrudzenie, lecz uchodził tak chyżo, że wymykał mi się z rąk w chwili, gdym był już pewien swego zwycięstwa.

Wściekłość moja była tak wielka, że postanowiłem ścigać go dzień i dwa, i trzy, dopóty, dopóki nie pochwycę go i nie ukarzę!

Oślepłem w tej chwili na wszelkie inne uczucia prócz gniewu i zemsty. Nie widziałem wokół i przed sobą nic prócz Diabła Morskiego, którego chciałem, którego musiałem pochwycić. Któż mi uwierzy, gdy powiem, żeśmy biegli dwa dni i dwie noce bez ustanku! A jednak tak było! Dwa dni i dwie noce - bez wytchnienia, bez spocznienia! Diabeł uciekał w stronę Balsory i na trzeci dzień goniłem go już po ulicach tego miasta. Nie zauważyłem jednak, że się znajdujemy w Balsorze. Oślepiony wściekłością, nie widziałem miasta, widziałem tylko Diabła, którego chciałem, którego musiałem pochwycić. Potwór tymczasem skierował swój bieg w stronę portu balsorskiego. Biegłem za nim. Dotarliśmy w ten sposób do samego portu, gdzie stał okręt, który w tej chwili miał odbić od brzegu. Lecz nie widziałem okrętu ani portu - widziałem tylko Diabła, którego musiałem pochwycić. Odwrócił właśnie ku mnie swój łeb i po raz ostatni zawołał:

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Szewczyk - analiza i interpretacja
2  Pan Błyszczyński - interpretacja
3  Urszula Kochanowska - wiadomości wstępne



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA PIĄTA







    Tagi: