PRZYGODA DRUGA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Chwała Kotlinie Diamentowej! Chwała dnu Kotliny Diamentowej! Chwała królewnie, której boski żołądek z taką łatwością trawi diamenty! Co dzień ptak Rok zlatuje na dno kotliny, aby zdobyć nowe zasoby najsłodszych i najpożywniej szych diamentów. Nie możemy wzbronić mu tego połowu, gdyż w dzień morzy nas drze-mota niepokonana i dopiero w nocy budzimy się ze snu kamiennego. Bracia-Węże, tańczcie! Bracia-Węże, pląsajcie! Bracia-Węże, pamiętajcie o tym, że ojcowie i praojcowie nasi wierzyli tylko w potęgę fletu, modlili się do fletu, klękali przed fletem i składali krwawe ofiary fletowi, bo z niego powstała pieśń, a z pieśni - taniec, a z tańca - błysk w ślepiach, a z błysku w ślepiach - diamenty, a z diamentów - dno Kotliny Diamentowej, którą odwiedza ptak Rok, odwieczny narzeczony królewny, której boski żołądek z taką łatwością trawi diamenty.

Tak śpiewał wąż-przodownik, podczas gdy jego dziwacznie cętkowani towarzysze pląsali, upojnie wsłuchani w tę pieśń, której treści zrozumieć nie mogłem. Zapamiętałem tylko, że Rok ma zwyczaj codziennego odwiedzania Kotliny Diamentowej. Prócz tego zauważyłem, że rozpląsane węże słuchały tajemniczej pieśni z takim właśnie rozkołysaniem się i z takim natężeniem, z jakim słuchają zazwyczaj dźwięku fletu. Stanowczo - każdy z tych wężów miał w sobie coś fletowego. Po prostu trudno było określić, czy są to zwykłe węże, czy też niezwykłe flety, obdarzone życiem i wyposażone w żądła jadowite. Przez całą noc trwał taniec wężów. Skoro świt zbliżać się zaczął, taniec zwolna jął ustawać. Węże stopniowo i kolejno nieruchomiały, aż wreszcie przy pierwszym brzasku poranku ogarnął je nagły i gromadny bezruch. Po czym zwinęły się, skłębiły i ukryły w swych norach pod powierzchnią diamentową.

Wówczas wyszedłem z groty. Wiedziałem bowiem ze słów dziwacznej pieśni, że węże owe przez dzień cały śpią snem kamiennym. Nie groziło mi więc -żadne niebezpieczeństwo. Postanowiłem skorzystać z nowych odwiedzin Roka, aby z jego pomocą wydostać się z Kotliny. Przypuszczałem, że Rok, jako ptak drapieżny i mięsożerny, złakomi się na krwią dotąd woniejące zwłoki nieoględnej sarenki.

Przykrępowałem siebie mocno do owych zwłok i czekałem cierpliwie na przylot Roka. Czekałem aż do samego południa. W południe posłyszałem w niebiosach znajomy szmer skrzydeł, które rzuciły na dno kotliny cień olbrzymi. Po chwili ujrzałem Roka, jak spuścił się na dno kotliny, przysiadł na szponach, rozpłaszczył skrzydła po ziemi i jął nimi uderzać po diamentowej powierzchni. Gdy sporo już diamentów utkwiło mu w piórach, zaniechał swej młócki skrzydlatej i zwrócił dziób i ślepie ku sarnie. Zwabił go widocznie smakowity zawiew przelanej wczoraj krwi. Podbiegł do sarny, pochwycił ją w szpony i uniósł w błękity nie wiedząc o tym, że wraz z sarną unosi moją, przywiązaną do niej osobę.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Bolesław Lesmian - biografia
2  W malinowym chruśniaku - interpretacja
3  Cechy charakterystyczne twórczości



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA DRUGA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: