PRZYGODA SIÓDMA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Któż jednak potrafi dmuchnąć tak mocno, aby zgasić ogień zaklęty? - zawołała królewna złota. - Dotąd żaden z tancerzy nie potrafił tego uczynić!

- Zdmuchnijcie ogień zaklęty! - szepnęła królewna zielona.

- Zdmuchnijcie ogień zaklęty! - powtórzyła królewna złota. Jęliśmy po kolei próbować sił swego oddechu. Wszakże ani ja, ani Chińczyk nie zdołaliśmy zdmuchnąć ognia zaklętego.

- Teraz na mnie kolej - zawołał wuj Tarabuk, który ze zmęczenia sapał jak miech kowalski.

Widziałem, jak czarne policzki wuja odęły się nagle, a pierś od nabranego tchu wezbrała na kształt wzgórza. Właśnie skierował taniec w stronę trójnoga i zbliżył się do niego tak, że omal nie dosięgną! wargami zaklętego płomienia.

Wówczas wuj Tarabuk, sapiąc, dmuchnął tak potężnie, że ogień zgasł od razu. Dźwięki muzyki ustały. Zatrzymaliśmy się nagle w tańcu. Pałac w tej samej chwili zamienił się w dolinę kwiecistą. Królewna zielona wymknęła się z objęć wuja i przedzierzgnęła w wierzbę płaczącą. Królewna błękitna oderwała się od mego ramienia i przeobraziła się w strumień tuż u stóp wierzby. Królewna złota wyśliznęła się z uścisków Chińczyka i zmieniona w złotą rybkę wskoczyła radośnie do strumienia.

Znaleźliśmy się nagle w nieznanej dolinie, pełnej kwiatów i krzewów.

- Panowie! - zawołał Chińczyk. - Ukryjmy się w krzakach, bo mściwy czarnoksiężnik lada chwila nadejść może.

Zaledwo ukryliśmy się w krzakach, nadbiegł Barbel z wędką w dłoni. Przykucnął nad brzegiem strumienia i zarzucił wędkę do wody. Siedział tak kilka godzin bez skutku. Rybka złota omijała przynętę.

Zmęczony kilkugodzinnym wyczekiwaniem, Barbel wyjął wędkę z wody i położył obok - na trawie, aby po chwili wypoczynku znów ją do strumienia zarzucić.

Wówczas zwinny Chińczyk wynurzył się z krzaka, podpełznął do wędki szybko złamał jej kończynę, gdzie kryła się tajemnica istnienia Barbela.

Barbel, martwy, padł na trawę.

- Jesteśmy zbawieni! - zawołał Chińczyk. - Uchodźmy co prędzej z tej wyspy, gdzie na każdym kroku czyha na nas niebezpieczeństwo!

Natychmiast udaliśmy się wprost przed siebie, aby dotrzeć do brzegów wyspy. Żaden wypadek nie zatrzymał nas w drodze. Wkrótce stanęliśmy na brzegu morza, gdzie właśnie płynął w pobliżu okręt.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Pan Błyszczyński - analiza
2  Urszula Kochanowska - interpretacja
3  Bolesław Lesmian - biografia



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA SIÓDMA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: