PRZYGODA PIERWSZA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Błyskawicznie przemknęła mi przez głowę, sterczącą jeszcze ponad wodą, myśl pochwycenia dłonią jednej z belek, zostawionych przez marynarzy na grzbiecie wieloryba.

Belki te pływały bezładnie, unosząc się na wezbranych falach i uderzając wzajem o siebie.

Obojgiem dłoni uczepiłem się kurczowo największej belki - i w tej chwili uczułem, że cielsko wieloryba usuwa mi się spod nóg i pogrąża się w głębinie morza.

Zawisnąłem nad otchłanią wodną ściskając rękami belkę, która mię trzymała na powierzchni, ratując od zatonięcia. Coraz większy i potężniejszy wicher dął od północy, miotając mną po morzu jak źdźbłem lichej słomy. Uderzał we mnie raz po razie i wyszarpywał mi z dłoni belkę. Trzymałem ją wszakże tak mocno, że najsroższa burza nie potrafiłaby z rąk mi jej wytrącić.

Wicher gnał mię w stronę południa. Fale to wznosiły się ku górze, to opadały pode mną. Wznosiłem się i opadałem wraz z falami. Płynąłem z wichrem, nie wiedząc, dokąd mię niesie.

Płynąłem tak dzień cały, żadnych brzegów, żadnych lądów nie widząc przed sobą. Nic - tylko morze i morze, bez końca, bez kresu, bez granic. Nastała noc. Pociemniało morze, pociemniała naokół woda, w której przebywałem, niesiony wichrem ślepym i bezrozumnym. Zamiast morza - widziałem teraz ciemność bez końca, bez kresu, bez granic. Zdawało mi się, że nie woda, lecz ciemność wzbiera pode mną, pieni się, szumi, ogarnia mnie i unosi, nie wiadomo dokąd.

Bałem się, że wicher rzuci mną o skałę lub rafę podwodną i zmiażdży mię po ciemku, zanim zdołam zrozumieć, co się ze mną stało.

Z rozpaczą i przerażeniem wyczekiwałem świtu. Dusza moja i oczy spragnione były jednego choćby promienia słońca, który swym brzaskiem nieśmiałym dzień zapowiada.

Unosząc się na ciemnych, spienionych falach, marzyłem o tym promieniu, o tym brzasku, o tym poranku, który zaświta w niebiosach i rozwidni ciemność dokolną.

Noc wreszcie minęła i dzień zaświtał.

Zaświtał nieśmiało, bladym, zielonozłotym promieniem na szarym, zimnym obłoku.

Morze z lekka się rozwidniło. Oczy moje napełniły się radością, że mogły widzieć to, na co patrzyły. Otucha wstąpiła mi do serca. Ścisnąłem mocniej belkę - jedyną przyjaciółkę, jedyną towarzyszkę mego smutku i mojej podróży. Wicher nie ustawał i gnał mię wciąż w stronę południa.

Udostępnij

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 - 


  Dowiedz się więcej
1  Dusiołek - interpretacja
2  Urszula Kochanowska - analiza
3  Cechy charakterystyczne twórczości



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA PIERWSZA







    Tagi: