PRZYGODA SZÓSTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Słowa Diabła Morskiego napełniły mię przerażeniem. Przenikliwy dreszcz strachu wstrząsnął mym ciałem, pogrążonym we śnie. Wydało mi się nagle, iż największym moim wrogiem jest wuj Tarabuk, a najlepszym przyjacielem - Diabeł Morski. Ton jego głosu był tak łagodny, a treść każdego zdania tak przekonywająca, że byłem w końcu wzruszony jego życzliwością.

- Kochany i wielce czcigodny potworze - rzekłem doń poufnie - będę posłuszny twym radom. Niech no tylko srebrny sen pierzchnie z mych powiek, a natychmiast wyruszę w podróż do krajów nieznanych.

- Nie wymagam posłuszeństwa - odrzekł skromnie Diabeł Morski - ale w każdym razie jestem ci za nie wdzięczny. Muszę cię tylko uprzedzić, abyś uchodząc z pałacu zachował wszelkie ostrożności, albowiem wuj Tarabuk wraz ze swym straszliwym Chińczykiem będą śledzili twe kroki. Na wszelki przypadek daruję ci tę oto szkatułkę zaklętą. W razie pogoni i w chwili największego ze strony Chińczyka niebezpieczeństwa otwórz ją, a znajdziesz na dnie zbawienną radę. Strzeż się jednak otwierać szkatułkę przed czasem, gdyż ciekawość twoja będzie ukarana.

Wziąłem do rąk podaną mi przez Diabła szkatułkę i przycisnąłem ją mocno do piersi.

- Muszę cię pożegnać i opuścić gościnne wnętrze twego snu - mówił dalej Diabeł Morski - zbliża się bowiem godzina połowu drobnych ryb, a jestem zapalonym rybakiem. A więc - do widzenia!

Diabeł skłoniwszy się wybiegł z mego snu z wielkim pośpiechem, jak się wybiega z pokoju przez drzwi lub z dziedzińca przez bramę. Sen mój zaczął zwolna i kolejno rozwiewać się, zanikać, aż wreszcie pierzchnął całkowicie. Jedna tylko szkatułka zaklęta nie rozwiała się i nie zanikła, lecz trwała nadal w mych dłoniach, gdym się ocknął. Patrzyłem na nią jak na chwilowo zapóźnioną resztę snu, która nie zdążyła jeszcze lub zapomniała zniknąć, i zdawało mi się, że lada mgnienie rozwieje się w nic, przypomniawszy sobie swą przynależność do snu. Wszakże szkatułka trwała nadal w mych dłoniach na jawie, zdradzając wszelkie cechy rzeczywistości. Pośpiesznie wdziałem na się ubranie, schowałem szkatułkę do kieszeni i udałem się do pokoju mego wuja. Wuj Tarabuk siedział w fotelu. Obok stał Chińczyk i przez lupę odczytywał na głos wujowi poemat pt. Zaloty, wydrukowany na prawym policzku. Wuj lubił w ten sposób spędzać czas wolny od innych zajęć. Z natężoną uwagą, z niekłamanym zachwytem i z żarliwą ciekawością słuchał własnego poematu, który Chińczyk odczytywał pilnie, głosem dobitnym i uroczystym.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Urszula Kochanowska - wiadomości wstępne
2  Urszula Kochanowska - analiza
3  Dwoje ludzieńków - interpretacja



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA SZÓSTA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: