PRZYGODA SZÓSTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Wuj podał mi lupę, lecz byłem zbyt zmęczony podróżą i nie miałem chęci odczytywania czerniejących na skórze wuja utworów.

- Jeśli wuj pozwoli - rzekłem nieśmiało - odłożę czytanie na potem, tymczasem wszakże muszę zauważyć, iż utrwalenie własnych utworów na własnej skórze - pomimo wielu przewag i zalet - ma jedną niezaprzeczoną wadę, mianowicie - utwory te giną dla potomności z chwilą śmierci samego autora.

- Pomyślałem już o tym - odpowiedział spokojnie wuj Tara-buk - pomyślałem i znalazłem sposób uniknięcia tak bolesnej dla potomności straty. Oto postanowiłem przekazać ci w testamencie prawo przedruku na twojej własnej skórze.

- Co? - zawołałem przerażony. - Na mojej własnej skórze? Mogę uznać tatuowanego wuja, ale nie mogę i nie chcę być tatuowanym siostrzeńcem!

Na czarno nakrapianej twarzy wuja Tarabuka zjawiła się jakaś plama dziwaczna, która na pewno była rumieńcem gniewu lub oburzenia. Nie wiadomo, jakby się wuj w tej chwili względem mnie zachował, gdyby nagłe wejście uczonego Chińczyka nie przerwało naszej rozmowy.

- Oto jest mój znawca i dobrodziej! - zawołał wuj wskazując wchodzącego.

Chińczyk skłonił się poważnie.

Wuj zbliżył się do niego i zaczął szeptem prowadzić z nim jakąś tajemniczą rozmowę. Przez długą chwilę szeptali nawzajem do siebie, badawczo przyglądając mi się od czasu do czasu. Posłyszałem tylko ostatnie słowa, które Chińczyk szepnął wujowi do ucha:

- Zdatny, najzupełniej zdatny... Z przyjemnością będę go tatuował. Nie mogłeś wpaść na lepszy pomysł przekazania potomności swych utworów. Jest to godny ciebie spadkobierca.

Domyśliłem się, że mowa była o mnie, lecz udawałem, że nie słyszę. Postanowiłem w duszy nie przyjmować "prawa przedruku", które mi wuj chciał w testamencie ofiarować. Nie mogłem się jednak pozbyć myśli, że w sercu wuja i w duszy Chińczyka tkwi nieustannie potworny zamiar wykonania w przyszłości owego "przedruku". Drażniły mię ich tkliwe i czułe spojrzenia. Okazywali mi przesadny szacunek jako przyszłemu spadkobiercy, który kiedyś ma się stać "drugim wydaniem" nieśmiertelnych dzieł wielkiego poety. Czułem się nieswojo i nieco posmutniałem. Stosunek mój z wujem stał się mniej przyjazny i z lekka natężony. Unikałem jego obecności i pobyt w domu rodzinnym zaczął mi ciążyć. Z tych "natężonych stosunków" nie omieszkał skorzystać Diabeł Morski. Urgela już nie nawiedzała mnie we śnie, więc Diabeł Morski miał dostęp do moich snów. Pewnej nocy wszedł do głębi mego snu, który był właśnie snem o nieznanych wybrzeżach. Na niebiosach tego snu jaśniał olbrzymi księżyc i Diabeł od stóp do głów srebrzyściał w oświetleniu księżycowym. Z dala, na widnokresie snu majaczyły nieznane wybrzeża, a w pobliżu nad moją głową latały ptaki, które zamiast dziobów miały - tycie złote flety. Powietrze mego snu rozbrzmiewało muzyką owych fletów. Tak śpiewnie i tak pięknie było w moim śnie, że nawet potworna postać Diabła Morskiego nabrała czaru i powabu. Widok jego ucieszył mię, zamiast przerazić. Diabeł Morski zauważył natychmiast mój osobliwy stan ducha i przyjaźnie uśmiechnął się do mnie. W oczach jego jarzyły się cudowne błyski księżycowe, a ptaki siadały mu na ramionach i wściubiwszy mu do uszu swe złote flety, śpiewały poufnie o krainach zaklętych.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Cechy charakterystyczne twórczości
2  Dwoje ludzieńków - interpretacja
3  Pan Błyszczyński - analiza



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA SZÓSTA






    Tagi: