PRZYGODA SZÓSTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Zerwałem kwiat ostrożnie, bojąc się, że mię sparzy swym płomiennym kielichem. Przekonałem się jednak, że płomień tego kwiecia wcale nie parzy, lecz nieci swym dotykiem siły żywotne i budzi ze wszelkiej ospałości. Natychmiast opuściło mię znużenie i uczułem się niby ockniony z ciężkiego snu.

Schowałem kwiat w zanadrze, aby go mieć bliżej serca, które pod wpływem jego ciepła zabiło mocniej i radośniej. Zdawało mi się, że wciąż i nieustannie ocykam się z rozmaitych przykrych snów. Pełen tych ocknień pobiegłem dalej.

Na jednej z polan leśnych ujrzałem nagle pięknego młodzieńca. Miał na sobie szaty królewskie. Chodził tam i sam po polanie i co chwila pochylał się ku ziemi, jakby czegoś szukał.

Zbliżyłem się doń i posłyszałem, że młodzieniec, który mię nie zauważył, mówi sam do siebie:

- Szukam ciebie, kwiecie płomienny, kwiecie ocknienia! Szukam ciebie, ale znaleźć nie mogę! Wiem, że kwitniesz tu - na tej wyspie, gdzie przebywa potworny Staruch Morski, słynny ujeżdżacz ludzi, którego jedyną rozkoszą jest nużenie i wycieńczanie ofiar z pomocą nieustannej jazdy. Gdzie jesteś, kwiecie płomienny, kwiecie ocknienia? Jakże mi sennie bez ciebie, jakże mi sennie! Jakże mi drętwo bez ciebie, jakże mi drętwo! Jakże mi straszno bez ciebie, jakże mi straszno! Lecz nadaremnie cię szukam! Oczy moje nic nie widzą, więc nie mogę cię zobaczyć! Mogę tylko po omacku dłonią trafić na twój kielich płomienny lub uchem pochwycić szelest twego płomienia! Sen... we mnie, sen... poza mną, sen... po nade mną!... Sen... w pobliżu, sen... z dala, sen... wokół, sen... wszędy!

Słuchałem uważnie, lecz nie rozumiałem dziwnych narzekań młodzieńca. Był tak piękny i tak niezwykły, że poczułem dlań przyjaźń serdeczną. Prócz tego domyśliłem się, że szuka kwiecia, które mam właśnie w zanadrzu.

Zbliżyłem się doń jeszcze o krok jeden, on zaś podniósł wzwyż olbrzymie, błękitne oczy i zdawał się patrzyć nimi na mnie. Lecz było to dziwne, senne patrzenie... Czułem, że patrząc - nie widzi. Postać moja nie odbiła się w jego błękitnych źrenicach, w których nie było nic prócz ślepego błękitu.

Postanowiłem tedy przemówić do młodzieńca, aby w ten sposób oznajmić mu moją obecność.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Urszula Kochanowska - analiza
2  Dusiołek - analiza
3  Urszula Kochanowska - wiadomości wstępne



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA SZÓSTA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: