PRZYGODA PIĄTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Jakaś nowa, a widocznie nie cierpiąca zwłoki wiadomość szła właśnie z ust do ust.

- Cóż tam słychać nowego? - spytałem sąsiada, który już stał się posiadaczem nowej wiadomości.

- Wciąż jeszcze uciekają! - odwrzasnął sąsiad. - Już mię przestała dziwić ta okoliczność, że uciekają, dziwię się tylko, że wciąż jeszcze! Rozumiesz? Wciąż jeszcze!

- Czy dotychczas nie wiadomo, kto i przed kim?

- Mniejsza o to, kto i przed kim! - zawołał sąsiad. - Dosyć że wciąż jeszcze!

W tej chwili do uszu mego sąsiada doszła wiadomość następna.

- Jest ich tysiąc! - wrzasnął gwałtownie, udzielając mi nowej wiadomości. - Ni mniej, ni więcej, jeno tysiąc!

- Co oznacza ta liczba? - spytałem.

- Dziękuj Bogu, że wiesz liczbę, i nie dopytuj się o przedmioty, które oznacza - odrzekł sąsiad. - Poprzestań na tej wiadomości, iż przedmiotów tą liczbą oznaczonych jest aż tysiąc! Rozumiesz?

- Po prostu uszom własnym nie chcę wierzyć, że tego czy też owego jest aż tysiąc!

Po chwili sąsiad mój otrzymał nową wiadomość, którą niezwłocznie podzielił się ze mną.

- Dziewcząt! - wrzasnął. - Tysiąc dziewcząt! Rozumiesz?

Słowa te wzbudziły we mnie pewne uzasadnione obawy. Zadrżałem na myśl, że bohaterem nie znanego mi dokładnie "wypadku" jest wuj Tarabuk wraz z tysiącem swoich dziewcząt.

Ponieważ niecierpliwiły mnie dorywcze i zbyt luźne wieści, które. dochodziły do przedstawicieli szarego końca, i ponieważ wzmożony krzyk i zgiełk tłumu świadczył o jakimś opłakanym stanie wspomnianego bohatera, postanowiłem przeto przedrzeć się przemocą przez tłum aż do samego "miejsca wypadku", aby w danym razie przyjść z pomocą memu wujowi.

Spiąłem konia ostrogami i piersią końską torując sobie drogę dotarłem do środka placu. Nie omyliły mnie przeczucia! Na samym środku placu z czupryną rozwianą w cztery strony świata, z twarzą boleściwie pokurczoną i miejscami pobladłą, z dłońmi na kształt dwojga rozszalałych pomioteł, wzniesionymi ku najdalszym przestworom niebieskim stał, a raczej tkwił, a raczej sterczał męczeńsko wuj Tarabuk jak posąg boleści, a raczej - jako przesadnie wyolbrzymiały w swej męczarni postrach na wróble! Oczy utkwił przed siebie - w dal, w nieskończoność, w bezbrzeż! Usta rozwarł tak szeroko, że chwilami robiły wrażenie bramy zajezdnej, a czasem - przeciwnie - wrażenie jakiejś zgoła samotnej, zbytecznej i niewiarogodnych rozmiarów litery O, jak gdyby ta litera była główną, a nawet jedyną literą alfabetu! Z wnętrza owej litery, a raczej z rozwartych ust wuja Tarabuka, wyłaniały się dźwięki podobne do tych,. które wydają głuchoniemi w chwili, gdy chcą podzielić się z kimkolwiek jakąś straszliwą a wymagającą niezwykłego pośpiechu wiadomością. Zauważyłem na domiar, iż czerwonoskóry nos wuja Tarabuka podrygiwał konwulsyjnie, jakby przerażony wyrazem reszty oblicza, z którym go tak ściśle łączyły węzły pokrewieństwa!

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Dwoje ludzieńków - interpretacja
2  Urszula Kochanowska - analiza
3  Topielec - analiza i interpretacja



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA PIĄTA







    Tagi: