PRZYGODA PIĄTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Usiadłem na wskazanym krześle.

- Więc powiadasz tedy, iż masz apetyt dostateczny? - spytał znów tłuścioch siadając naprzeciwko i zacierając swe pulchne dłonie.

- Dostateczny, najzupełniej dostateczny! - zawołałem z mocą. - Niczego mi nie brak prócz jedzenia! Każda chwila zwłoki przyprawia mię o mdłości nieludzkie!

- Cierpliwości, cierpliwości, człowieku w gorącej wodzie kąpany! - rzekł znowu tłuścioch, dobrodusznie pogłaskując swój potrójny podbródek. - Wszakże musimy uprzednio obmyślić zespół oraz następstwo potraw. Chciałbym wiedzieć, co pragniesz spożyć najpierw, a co potem? Przede wszystkim jednak zawołam lokaja, aby nam co tchu nakrył do stołu.

Mówiąc to klasnął w dłonie, tak jakby na lokaja, a chociaż nikt się na owe klaśnięcie nie zjawił, zwrócił ku drzwiom swą pulchną twarz z takim wyrazem, jakby właśnie we drzwiach stał przywołany lokaj.

- Mój drogi Kalebasie - rzekł do urojonego w drzwiach lokaja - nakryj co prędzej do stołu, bo mamy gościa, którego pragnę uraczyć doskonałym obiadem, tym bardziej że mu nic nie brak prócz jedzenia.

W pierwszej chwili wydało mi się, że dobroduszny z pozoru tłuścioch jest wariatem, lecz natychmiast przyszło mi do głowy, iż jest po prostu miłośnikiem figlów, i postanowiłem - gwoli pozyskania na przyszłość jego względów i gościnności - przytakiwać owym figlom i wraz z nim udawać, iż wierzę najzupełniej w rzeczywistość urojonych przedmiotów.

- Bardzo mi się podoba z twarzy ów Kalebas - rzekłem poważnie. - Przypomina mi ogromnie pewnego starego i wytrawnego marynarza, którego spotkałem na okręcie podczas mej ostatniej podróży.

- Jest to stary i wierny sługa - odpowiedział zarówno poważnie tłuścioch. - Cenię go i lubię za pośpiech, z jakim spełnia każde zlecenie. Czy nie uważasz, jak szybko nakrywa do stołu?

- Podziwiam twą szybkość i usłużność, poczciwy Kalebasie - rzekłem zwracając się do nieistniejącego lokaja i niezwłocznie czyniąc w powietrzu dłonią taki ruch, jakim zazwyczaj wręcza się napiwki, dodałem głosem skromnym a uprzejmym: - Masz tu, mój drogi, tysiąc dukatów na rozgrzewkę. Jest to drobnostka, która ci się wszakże przyda.

- Nie psuj mi służby zbytnią hojnością - szepnął ukradkiem tłuścioch pochylając się ku mnie i grożąc mi palcem po nosie.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Urszula Kochanowska - analiza
2  Pan Błyszczyński - interpretacja
3  Pan Błyszczyński - analiza



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA PIĄTA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: