PRZYGODA CZWARTA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Odpowiedz mi teraz na trzy moje pytania - rzekłem nie odwracając doń głowy. - Mamy teraz dość czasu, więc możesz mi odpowiedzieć. Tedy odpowiadaj po kolei. Po pierwsze: gdzie jest twój dom?

Młodzieniec milczał, a ja mówiłem dalej:

- Po wtóre: w jakiej stronie świata nabyłeś owe dziwne rumaki? Młodzieniec milczał, a ja mówiłem dalej:

- Po trzecie: jakim sposobem w ciągu godziny przebyliśmy drogę z Bagdadu do Balsory?

Młodzieniec milczał, a ja odwróciłem doń głowę, aby mu się teraz przyjrzeć, lecz młodzieńca nie było. Znikł bez śladu. Spojrzałem na brzeg - rumaków też nie było. Znikły bez śladu.

Wówczas dopiero przypomniałem sobie ów tajemniczy dotyk czyjejś dłoni, który mię zaniepokoił o północy - i nagle - zrozumiałem wszystko! Zrozumiałem, że Diabeł Morski w postaci młodzieńca podszedł mię raz jeszcze - raz jeszcze pokusił do podróży i raz jeszcze zdołał wsunąć mi do kieszeni list, w chwili gdy sen mię zmorzył w oberży. Jakżeż mogłem zaufać słowom tego młodzieńca! Przecież pysk Diabła Morskiego co chwila i wyraźnie wyłaniał się z rysów jego przybranej twarzy! Przecież poniechał w końcu nieznośnego dlań zapewne i bolesnego wcielania się w postać młodzieńczą i kroczył obok zgoła bezczelnie, nie uważając nawet za potrzebne odwracania ode mnie swego przyrodzonego, diabelskiego pyska! A wreszcie rumaki, na których pędziliśmy z Bagdadu do Balsory, czyż nie miały wszelkich oznak siły nieczystej i czyż nie powinny były wzbudzić we mnie podejrzeń? Zaprawdę - stałem się ofiarą własnej mojej łatwowierności.

Nerwowym ruchem dłoni zmacałem kieszeń i zbladłem. List diabelski zaszeleścił w kieszeni. Poznałem ten szelest suchy, ostry, przykry, złowieszczy, przenikliwy, niepodobny do żadnych innych szelestów. Widocznie papier, własnoręcznie przez Diabła Morskiego zapisany, nabrał też jakiejś diabelskości i szeleścił zgoła odrębnie.

Pierwszym moim zamiarem było natychmiastowe pozbycie się listu.

Jużem wsunął dłoń do kieszeni, jużem miał list zowąd wyciągnąć i do morza go wrzucić, gdy nagle otoczyli mię ciekawi marynarze pytając, dokąd i po co jadę.

Poniechałem więc mego zamiaru. Postanowiłem wyczekiwać odpowiedniejszej dla pozbycia się listu chwili. Okręt tymczasem odbił od brzegu. Pogoda była słoneczna. Dzień upalny. Upłynęliśmy już zapewne dobre sześć lub siedem godzin i ujrzeliśmy przed sobą niewielką wyspę. Kapitan kazał zarzucić kotwicę w pobliżu wyspy, aby dać załodze możność użycia kąpieli.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 - 


  Dowiedz się więcej
1  Dusiołek - analiza
2  Bolesław Lesmian - biografia
3  Urszula Kochanowska - analiza



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA CZWARTA




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: