PRZYGODA DRUGA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Pozbawiony mieszkania, do którego się już przyzwyczaiłem, uczułem się na razie nieswojo i sieroce, jak się czuje długoletni lokator po zbyt pośpiesznej i nieoględnej wyprowadzce. Lecz przykre to uczucie ustąpiło powoli uczuciu rozszalałej ciekawości. Jąłem w poskokach biegać tu i tam po kotlinie, upajając się złotym skrzeniem i mżeniem diamentów. Przyglądałem się im z dziecięcą radością, aż wreszcie, przeskakując z miejsca na miejsce, zacząłem zbierać największe i najbłyskotliwsze. Objuczyłem nimi wszystkie kieszenie i skrytki mego ubrania, wypełniłem po brzegi torbę podróżną oraz sakiewkę. Zdawało mi się, żem stracił na owo zbieranie diamentów zaledwie godzinę czasu. Aliści słońce już zachodzić poczęło. Nadszedł wieczór. Pomyślałem, iż czas już wydostać się z kotliny. Daremnie jednak obmyślałem środki wydostania się z owej pułapki szatańskiej. Nie było żadnych środków! Teraz dopiero zacząłem żałować błędu, który popełniłem, zwabiony połyskiem i bliskością diamentów. Co pocznę teraz w tej kotlinie, objuczony diamentami? Przyjdzie mi tu chyba skonać z głodu.

Zadarłem głowę do góry, aby raz jeszcze zawiesić wzrok u wylotu kotliny. Hen, wysoko, na szczycie jednej z gór ujrzałem zmniejszoną oddaleniem sarenkę, która, z lekka przysiadając na tylnych nogach, gotowała się widocznie do skoku, aby przesadzić wylot Kotliny Diamentowej. Skoczyła wreszcie, lecz skok nie ogarnął zmierzonej na oko przestrzeni. Sarenka, przed chwilą jeszcze tak zręczna w pierwszej połowie skoku, w drugiej jego połowie wyniezgrabniała nagle w powietrzu i spadła na dno kotliny, niby płaszcz rzucony, który natychmiast krwią się suto zabarwił. Podbiegłem do niej. Tylko oczy jej żyły jeszcze. Życie trwało w nich przez okamgnienie, podobne do zbytecznej i niezrozumiałej modlitwy. Po chwili zaszły bielmem, przez które z lekka przeświecały czarne, rozszerzone śmiercią źrenice. Wzruszyła mię śmierć sarenki, lecz po upływie pewnego czasu przyłapałem siebie na gorącym uczynku rozmyślania o tym, że mam teraz możność zaspokojenia dręczącego mię głodu. Tymczasem noc już zapadła. Gwiazdy ukazały się na niebie u wylotu kotliny. Ochłodzone powietrze szerokimi falami wpływało mi do piersi. Księżyc wynurzył się spoza obłoków i rozjarzył kotlinę. Diamenty dziko i zimno połyskiwały w świetle księżycowym. Stalowe ich błyski tajemniczo i złowieszczo pełzały i pląsały po kotlinie.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Pan Błyszczyński - interpretacja
2  Bolesław Lesmian - biografia
3  Pan Błyszczyński - analiza



Komentarze
artykuł / utwór: PRZYGODA DRUGA







    Tagi: